20 Finał WOŚP zakończony. Jak co roku pomagam Jurkowi robiąc zdjęcia na Orkiestrze. To wydarzenie niespotykane na skalę światową i mam ogromną radość wspierać swoją pracą działalność Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Koniec roku mija pod znakiem publikacji w różnej maści gazetach. Dziennikach, tygodnikach miesięcznikach w Polsce i za granicą. To fantastyczne, ogromną radość sprawia mi to, że moje zdjęcia podobają się w wydawnictwach. W przyszłym roku pod znakiem smoka będę oczekiwał erupcji pracy fotograficznej i publikacji moich zdjęć kulinarnych, a może też i ślubnych w szerokim świecie.
Tym razem publikacja fotografii kulinarno portretowej
na portalu zwierciadło.pl. Zostało użyte jako nagłówek do artykułu o szerokiej tematyce kulinarnej. Zdjęcie zostało zrobione szefowi kuchni restauracji Porto Praga tej wiosny.
Niedawno byłem na pikniku militarnym pod Białymstokiem, gdzie dla moich przyjaciół zrobiłem zdjęcia. Dwa z nich ku mojemu miłemu zaskoczeniu znalazło się w magazynie Gazety Współczesnej. A jedno z nich nawet ukazało się na okładce tego magazynu. Dziewczyny z vintage ladies wyglądają na nich na prawdę świetnie. O całej historii tego wydarzenia napiszę już niedługo. Na razie pokazuję Wam zdjęcia, z których jestem dumny
. Oto publikacja w Gazecie Współczesnej.
Obiecałem Wam dłuższą opowieść o wydarzeniu, w którym brałem udział latem i miałem przyjemność robić zdjęcia dla moich znajomych.
Białostockie wydanie Gazety Wyborczej określiło to wydarzenie jako „wojenny eklektyzm w kopnej górze„. Tytuł w zasadzie odpowiada rzeczywistości – ale od początku.
Pod koniec lat zadzwonili do mnie znajomi z Białegostoku z zaproszeniem na piknik militarny. Pomyślałem sobie, że to może być kolejne ciekawe doświadczenie. Nie myliłem się. Na miejsce pikniku przyjechaliśmy dzień wcześniej – my czyli Szwadron Kawalerii imienia 10 pułku ułanów litewskich z Białegostoku z końmi i ja – jak na mnie czasem wołają paparazzi, co czasem mnie bawi a czasem złości.
Rozbiliśmy namioty, zrobiliśmy ogrodzenie dla koni, rozpaliliśmy ognisko zrobił się na prawdę fajny klimat. Po południu pojechaliśmy konno nad rzekę. Ten dzień to była wprawka na do następnego. Było tak cicho i kilka innych obozów bez pośpiechu rozbijało się w pobliżu. wieczorową porą nic poza rżeniem koni i łanów
nie było słychać. Taki męski wieczór – jeśli wiecie – co mam na myśli
. Towarzyszyłem im z aparatem oczywiście, nic nie zapowiadało gorączki następnego dnia.
Witajcie,
Na pewno spotkaliście się z nazwą fish market. Nazwa jest mocno zakorzeniona w historii wielu krajów niezależnie od tego na jaki język będzie tłumaczona. Fish market to nic innego jak targ rybny. Kraje, które mają dostęp do morza dość wcześnie organizowały takie miejsca w przestrzeni publicznej po to aby okolicznym rybakom umożliwić zbyt świeżych ryb dla okolicznych mieszkańców. W Gdańsku jak wiecie jest ulica Targ Rybny, nazwa oczywiście wzięła się od targu rybnego, który został tam ustanowią już w 1343. Nad Motławą spotykali się rybacy i mieszkańcy miasta.
Kilka lat temu miałem przyjemność odwiedzić Oslo. Tam też w porcie w każdą niedzielę można było dostać świeże ryby prosto z kutrów rybackich. były może trochę droższe niż w sklepie ale uwierzcie mi na słowo – smak świeżych krewetek z masła z kolendra jest wspaniały.
Od jakiegoś już czasu mam przyjemność robienia zdjęć dla restauracji Porto Praga i od jakiegoś czasu muszę przyznać, że fotografuję prawie same ryby.
Fotografia kulinarna to ciekawe doświadczenie i mnóstwo zabawy. Prawdziwym wyzwaniem w sensie kreacji było wymyślenie zdjęcia Szefa Kuchni Marcina z Rybami. Jedno mu już zrobiłem i możecie obejrzeć je tutaj:
Tym razem jednak nie było tak łatwo, ale daliśmy radę. Chodziło oto aby pokazać – no właśnie – fish market. Czyli dużo świeżych ryb i człowieka, który jest odpowiedzialny za niebanalny ich smak na talerzach klientów. Zdjęcie zrobiliśmy w ogródku restauracji. Ustawiłem światło, kadr, poprosiłem o potrzymanie drabiny chłopaków z restauracji. Dzięki chłopaki
. Później wszystko poszło błyskawicznie. Dołączały do nas po kolej ryby – wybaczcie – ale nie przypomnę sobie ich nazw, na koniec przyszedł Marcin. Chwila uśmiechu, żartów, błyski flashy i gotowe. dało się nam uzyskać klimat trochę południowy kojarzący się ze strefą śródziemnomorską. To zdjęcie właśnie ukazało się w Warsaw Insider. Ciekaw jestem, czy Wam się podoba.
Z tego co wiem to w każdy czwartek w Porto Praga jest fish market. Warto tam zjeść jak będziecie mieć ochotę nie tylko obejrzeć moje zdjęcie ( co już pewnie zrobiliście) ale zjeść na prawdę dobrą rybę.
Daniel Craig nie powstydziłby się grania w karty z Magdą i Krzysztofem przy jednym stole ani też bycia u ich boku w scenach mrożących krew w żyłach kolejnej odsłonie filmu James Bond. Porucznik Borewicz też zapewne chciałby mieć ich u swojego boku w trakcie pościgów plażami Zalewu Zegrzyńskiego.
Sesja ślubna przebiegła pomyślnie – nie mieliśmy rannych wśród ludzi, jedynie jeden transmiter do lampy błyskowej utoną z wrażenia.
Magda i Krzysztof – byłem świadkiem ich najpiękniejszego dnia w ich życiu. Reportaż ze ślubu na warszawskiej starówce i wesela w restauracji jest pełen momentów wzruszenia, ciepła ale pokazuje też Wasze poczucie humoru. Bardzo ciesze się, że mogłem towarzyszyć Wam w tych momentach.
Magdo i Krzysztofie, życzę Wam wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że zaprosić mnie na plan Bonda
Piękne podziękowania dla Darka przy realizacji sesji, dla Casinos Poland w hotelu Marriott oraz dla Mariusza, który wypożyczył nam motorówkę.
Dynamiczni, uśmiechnięci, ze wspaniałym poczuciem humoru a przede wszystkim z dużym dystansem do rzeczywistości. Magda i Krzysztof świetnie wiedzą jak z życia czerpać garściami.
Witajcie,
Jakiś czas temu ta świetna niepozbawiana humoru para, która…. ma zamiar powiedzieć sobie sakramentalne tak odpowiedziała na akcję portalu Bridell „zostań sponsorem”. Pomysł był prosty zaproponowałem aby pary przysłały swoje pomysły na najśmieszniejszy przedmiot, który może być elementem ich sesji ślubnej lub narzeczeńskiej. Spośród wielu pomysłów było kilka, które bardzo mi się spodobały.
Partycja i Piotrek wymyślili, że chcieliby mieć sesję z koniem na biegunach. Najpierw zrobiliśmy „próbę” z której fotografie możecie obejrzeć tutaj. Później nie pozostało mi nic innego tylko zabrać ich do stajni i zobaczyć czy między „końmi” nawiąże się nić porozumienia. Bawiliśmy się świetnie. Patrycja i Piotr zrobili dużo dla przyjaźni miedzy zwierzętami.
Zdziwię się jak koń na biegunach dostanie od tego siwka list……
Mam nadzieję, że sesja narzeczeńska będzie Wam się podobała.
Sesja narzeczeńska wykonana została min. obiektywem Lensbaby.
Zanim wesele zaczęło się na dobre to w Łazienkach Królewskich zaaranżowaliśmy szybką sesję zdjęciową, z kanapą w jednej z ról głównych. Para Młoda czuła się zupełnie naturalnie przed obiektywem. Czułość i ciepło emanowało od nich. Ważne stały się również szczegóły. Tradycyjne, ozdobne wpinki do włosów, które są pamiątka rodzinną Panny Młodej, zegarek busola – wszystko pasowało do siebie idealnie. Sesja ślubna wyszła wspaniale – koralowe buty ślubne Panny Młodej były wspaniale dopełniły kadry zdjęć.
Hokej, Ikea, Henrik Larsson, trylogia „Millenium” i Pippi Langstrumpf jednoznacznie kojarzą się ze Szwecją. Jednak dzięki Annie i Robertowi w najbliższym czasie liderem tej klasyfikacji ma szansę zostać szwedzki ślub i wesele. Do jego organizacji niezbędni są przede wszystkim Szwedzi! Ich ilość nie gra roli, choć w przypadku Anny i Roberta, szwedzki desant stanowił 100% populacji gości weselnych. Zamiast tradycyjnych polskich oczepin, prym wiodły zdecydowanie szwedzkie toasty w wykonaniu Rodziny i przyjaciół Młodej Pary, przeplatane piosenkami intonowanymi również przez Młodych. Repertuar wykraczał poza granice Szwecji więc konieczne było wydrukowanie specjalnych weselnych śpiewników. A potem było tradycyjnie międzynarodowo – tort i balety na parkiecie przy eksplozji JOHAN MÖRK BAND, oczywiście rodem ze Szwecji.
Anno i Robercie wszystkiego najlepszego
Następnego dnia zabrałem Emila i Gosię na sesję ślubną w piękny zakątek wyżyny krakowsko-częstochowskiej. Wszystkim polecam to miejsce bo jest niepowtarzalne. Dolina Kobylańska jest niedaleko Krakowa. Mogli by tam kręcić reklamy znanych marek samochodów off-road zamiast tułać się gdzieś po Grand Canyon
. Sesji ślubnej towarzyszyły spojrzenia wspinaczy skałkowych i wielu spacerowiczów. My też się trochę powpinaliśmy. Darek, który pomagał mi w sesji miał nie łatwe zadanie. Duża blenda na pewnej wysokości działała jak żagiel. Na stromych zboczach i wąskich gzymsach skalnych trzymanie „żagla” nie sprawiało radości zwłaszcza, że blenda zasłaniała całego Darka i często nie widział gdzie kieruje światło. Często sobie powtarzamy żartując : – I znów nie udało się niczego popsuć. Sesja ślubna w dolince kobylańskiej wydaje mi się udana. Mam nadzieję, że będę mógł powtórzyć podobny motyw może gdzieś indziej w Polsce.
Wielkie podziękowania dla wszystkich osób, które pomogły mi wykonać reportaż i sesję plenerową.
Tak czy owak zdjęcia uważam za bardzo udane. Mam nadzieję, że wy też
Witajcie,
Tak jak obiecałem oto kolejny reportaż ślubny. Tym razem Gosi i Emila. Przesympatyczna para, której robiłem zdjęcia pod Krakowem. Pięknie dekoracje kościoła i sali weselnej wykonała Gosia z ekipą G-fiore. Jak zwykle dodały wiele uroku i podkreśliły uroczysta atmosferę dnia.
Razem ze ślubem odbył się również chrzest ich małego oseska. Mały Dominik miał dużo wolności i był wszystkiego ciekaw – dzięki temu powstało kilka fantastycznych ujęć.
Para Młoda była zachwycona – myślę, że wszystkim się podobało. Bawiliśmy się świetnie.
Gosiu i Emilu bardzo cieszę się, że mogłem uczestniczyć z wami w tym ważnym dla was dniu. Wszystkiego najlepszego i do zobaczenia.
Witajcie,
Oto sesja ślubna Ani i Pawła, którą Wam obiecałem. Para Młoda, Świadkowie i krasnale bawiły się świetnie, a że skrzaty ni miały własnego transportu bohaterowie sesji postanowili zabrać je ze sobą co widać na ostatnim zdjęciu.
Widząc uśmiechnięte twarze młodych ludzi, motyw przeplatających się dłoni, szklankę po coca-coli, bukiet tulipanów i usta złożony w klasyczny dzióbek na tle graffiti, nie sposób odgadnąć co autor miał na myśli. Generalnie można założyć bez pudła, że Młodzi się kochają i nie są rodzeństwem. Idąc tym tropem w młodych odnajdujemy parę narzeczonych, a zamieszczone kadry traktujemy jako preludium do sesji zdjęciowej z ich udziałem. Konia z rzędem jednak temu, kto konia… na biegunach w tym wszystkim się dopatrzy. Najważniejsze, że Młodzi o koniu wiedzą, jak widać koniem się cieszą i obecność konia na biegunach, który ma być motywem przewodnim przyszłej ich sesji świętują. Pozostaje już tylko oczekiwanie na finalny produkt całej akcji i nadzieja, że sympatyczna para młodych ludzi zechce się z nami podzielić swoim szczęściem z koniem na biegunach w tle.
Sesja narzeczeńska wykonana została min. obiektywem Lensbaby.
Enjoy
W światowej kinematografii i literaturze poczytne miejsce zajmuje siedmiu niewielkich ludzików, którzy skutecznie zakręcili w głowie urokliwej młodej damie. Swoim urokiem spowodowali, że królewna Śnieżka nie tylko dla nich prała i gotowała, ale bonusowo piosenkami kładła do snu, a rano przygotowywała kanapki do pracy. Pokoleniu dzisiejszych dwudziesto i trzydziestolatków znany jest natomiast doskonale Hałabała – niekwestionowany gwiazdor „Domowego przedszkola”. To samo pokolenie nie tak dawno śledziło na ekranach kin, podróże innego z krasnali, który wspólnie z bohaterami filmu Amelia zwiedził pół świata. Jeśli dodamy, że według szacunkowych danych w niemieckich ogródkach, przesiaduje około 25 milionów małych, gipsowych ludzików w czerwonych, spiczastych czapeczkach na głowie, obecność krasnala na ślubie Ani i Pawła przestaje dziwić.
Aby was przekonać pokazuję zdjęcie z reportażu ślubnego – krasnal też tam był:). Przekonacie się, że goście weselni też nie byli zdziwieni!!!
Aniu, Pawele było super was spotkać na swojej drodze. Już wiemy, że spotkamy się niedługo na kolejnej – mam pewność – równie udanej sesji zdjęciowej. Dziękuję za okazane zaufanie i życzę wszystkiego dobrego.
Moi drodzy przyszedł czas aby nadrobić zaległości….
Pod koniec upalnego lata nad wodą Zalewu Zegrzyńskiego miałem przyjemność pracować dla Kasi i Piotra. Rodzinna fotografia ślubna, która mnie czekała tego dnia była fantastycznym doświadczeniem. Ślub cywilny w Yacht Clubie Hotelu Warszawianka był strzałem w dziesiątkę. Parasole na obszernym drewnianym patio, ślub cywilny a powietrzu, letni wiatr znad wody…. po prostu super. Zrobiliśmy też krótka sesję nad wodą. Kasia i Piotr zabrali synów, było świetnie, rodzinne fotografie ślubne to rzadkość tym bardziej cieszyłem się, że mogłem zrobić te zdjęcia.
Kasiu i Piotrze serdeczne gratulacje. Dziękuję za zaufanie i gratuluję. Mam nadzieję, że będziemy mieli szanse się jeszcze zobaczyć.
Publikacje zdjęć to zawsze radość fotografa. Zwłaszcza, że tym razem….
Z radością pragnę się z Wami podzielić radosną wiadomością o publikacji moich fotografii dekoracji ślubnych. Zdjęcia ukazały się nakładem kwartalnika Panna Młoda wiosną i na jesieni 2010 jako reklama usług Agencji Dekoratorskiej Alex.
Alex-y dzięki za okazane zaufanie, praca z Wami to ciekawe wyzwanie, które zawsze chętnie podejmuję.
Oto pełne koloru dekoracje kwiatowe od G-Fiore i dekoracje materiałowe i świetlne od firmy ALEX.
Witajcie,
Myśleliście kiedyś o własnej sesji ślubnej w plenerze jak o doznaniu z kategorii ekstremalne? Dzisiaj właśnie taki materiał, którego główni bohaterowi postanowili wziąć ślub w zimie i zrealizować nietuzinkową sesję zdjęciową.
Sesja ślubna w zimie ? Dlaczego nie?!
Z przyjemnością podjąłem się tego zadania. Plenerowa sesja ślubna w środku zimy to nie lada wyzwanie – nie tylko dla fotografa. Ewa i Rafał byli dzielni i wytrzymali dwunastostopniowy mróz.
Najpierw zaprosili mnie na ślub w urzędzie stanu cywilnego pod Warszawą, później towarzyszyłem im w trakcie wesela. Zrobiliśmy również expresową sesję zdjęciową z innym członkiem rodziny… psem. Było super, pupil Państwa młodych polubił obiektyw – z wzajemnością zresztą. Był z nami również bałwan śnieżny, który nie krył zadowolenia z miłego towarzystwa. Śnieg nawiany znad zalewu zegrzyńskiego skrzypiał nam pod stopami ale ciepło Państwa Młodych sprawiło, że bawiliśmy się świetnie. Po tej mroźnej sesji fotograficznej gorące zabawy weselne trwały jeszcze długo. Najmłodsi członkowie rodziny bawili się konfetti i sprawdzali co kryje się pod stołami a o północy był wspaniały tort, który wspólnie pokroili świeżo upieczeni małżonkowie.
Ewo i Rafale dziękuję za zaproszenie. Podziwiam waszą wytrwałość w czasie śnieżnej sesji. Było mi ogromnie miło, że mogłem się z Wami spotkać i zrobić dla was nietuzinkową sesję zdjęciową.
Mam nadzieję, że i w przyszłości będę mógł pracować z Młodymi Parami, które mają równie odważne pomysły na własne sesje plenerowe.
Pod koniec lata 2010 miałem ogromną przyjemność spotkać Olę i Daniela. Przyjechali do Polski wraz z gośćmi i rodziną z Niemiec, specjalnie na ślub kościelny i wesele. Poprosili abym wykonał dla nich reportaż fotograficzny z ceremonii ślubnej w kościele na Pl.Zbawiciela i wesela w Łazienkach Królewskich. Wnętrza Belvedere, tak bardzo spodobały się Oli i Danielowi, że poświęciliśmy chwilę aby zrobić kilka zdjęć sesji ślubnej. Obsługa Belvedere, jak zwykle stanęła na wysokości zadania i mogliśmy swobodnie przemieszczać się po jej zakątkach i robić zdjęcia.
Wesele trwało do samego rana a ja starałem się uchwycić najciekawsze momenty tego szczęśliwego dla Oli i Daniela dnia.
Wspaniale się z Wami pracowało, mam nadzieję, że nie po raz ostatni. Dziękuję Wam za okazane zaufanie i życzę wszystkiego najlepszego.
Kraina jezior musiała odcisnąć swoje piętno na zdjęciach ślubnych. Paulina i Marcin to przebojowa para, a co za tym idzie praca z nimi to była czysta przyjemnością. Ogromne poczucie humoru i pełen luz zaowocowały. Mam nadzieję, że udało mi się pokazać emocje radości, ekscytacji i pełnego szczęścia.
Następnego dnia po ślubie i weselu zaplanowaliśmy sesję zdjęciową w Kretowinach. Słońce, szczęśliwa Młoda Para, ratownicy WOPR i łódki przyczyniły się do powstania bardzo żywiołowej sesji. Wielkie uznanie należy się Panu Młodemu, któremu nawet zimna majowa woda nie była straszna.
Po powrocie do Warszawy zrobiliśmy jeszcze jedną sesję – w metrze. Przy okazji serdecznie pozdrowienia Pracownikom Metra!
Kochani jeszcze raz bardzo wam dziękuję za otwartość, poczucie humoru i pogodę ducha. Gratuluję i liczę, że będziemy mieli okazję współpracować ze sobą w przyszłości.
To był ślub cywilny w środku upalnego lata, ale pogoda postanowiła nas zaskoczyć i niedługo przed ceremonią rozpętała się burza! Jednak zaraz po przybyciu Pary Młodej przestało padać i pojawiło się słońce.
Przyjęcie wesele w Restauracji Belvedere to był doskonały pomysł, światło i atmosfera tego miejsca są niepowtarzalne. Reportaż udał się wyśmienicie. Międzynarodowe grono gości bawiło się do samego rana.
Marto i Czarku wielkie gratulacje! Dziękuję za zaufanie. Zdjęcia, które dla Was zrobiłem są dzięki wam uczuciowe i radosne.
Jeszcze raz dziękuję za możliwość współpracy z Wami!
Mam wrażenie, że ten reportaż ślubny będzie dla Was wspaniała pamiątką tego pięknego dnia.
Witajcie na moim blogu poświęconym reportażowej fotografii ślubnej.
Aparat fotograficzny towarzyszy mi niemal w każdej chwili mojego życia od ponad dziesięciu lat.
Jak powstają zdjęcia ślubne, za którymi stoi opowieść?
Przygotowania do ceremonii rozpoczynają się wiele miesięcy przed dniem ślubu, a w dniu wyznaczonym na uroczystość zazwyczaj wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Bardzo ważne jest dla mnie zaufanie jakie zdobywam u Młodej Pary. Robiąc zdjęcia staram się usunąć w cień, być dokumentalistą patrzącym zza zasłony. Owocem takiego podejścia są zdjęcia do którego małżonkowie będą wracać wielokrotnie.
Często pomysły pojawiają się w czasie sesji, spontanicznie. To daje mi niewiarygodne możliwości, bohaterowie zdjęć wchodzą w stylistykę, zatapiają się w marzeniach. Czasami zdarza się jednak tak, że najciekawsze ujęcia powstają już poza oficjalną sesją. Te lubię najbardziej